| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
poniedziałek, 24 lipca 2006
Odloty
do kogo będą modlić się wróble
strachu w słomianym kapeluszu
pożeglowałeś z wiatrem
zamieszkałeś w różowej chmurze

porowata porosła
twoja twarz jak twarz ziemi
pachniała mlekiem i czosnkiem
wyżej- tkwił słomiany kapelusz

ucieczko złodziei
jehowo na zwykłych nogach
tkwiących w butach namokłych
rzucających mannę grochu
w słońcem pieszczone zagony

pożeglowałeś z wiatrem
zapomniałeś o kłosach o chlebie
świegocące płochliwie
śmiało
chwytajmy słomiany kapelusz
żeby nie mógł zamieszkać w niebie
niedziela, 23 lipca 2006
Spotkany
jestem zapiety
cierpką agrafką
nie mam ust
w sztywnym prześcieradle
przedmiot z krzyczącą nogą
pięć palców
pod windą
rzucony na łup

- nie chcę-
kopię
kopię uparte drzwi
nasłuchuję cierpliwego skowytu
czekam

zgięty nade mną
wczoraj
wszeptywał mi wielka prawdę
o zielonym niebie
o tańczących aniołach
opłatek wiary był tak okrągły
że mi utkwił w gardle
zjechałem w dół

kopię
kopię umarłe drzwi
chcę wjechać windą
na najwyższe piętro nieba

Z tytułem i dedykacją na końcu
Berenika nie wiedziała o tym
że listy idą drogą
na pięciokątnych nogach
z księżyców spadłych z liści

dlatego w czworokątnym oknie
słońce gasnąć nie chciało
ale światłem oczu płowiało
dzień noc

ona skrzydeł od niskich chmur
listonoszom prosiła drżała
niecierpliwość włosami wiała
wplątanymi w najszybszy wiatr

aż raz w trójwymiarze ze srebra
zamieszkał biały gołąb
w dziobie niósł wiadomość wesołą
śpiewał

zaskrzypiały świątyni drzwi
kazirodne nożyczki- potem

to co było na ustach
na niebie
zawisło niezmiernym złotem
WARKOCZ BERENIKI

dla ciebie
choć nie wierzę w powroty
Manekiny
manekiny mają ślepe piersi
kształt łydek jak napięta struna
dźwięcząca wiecznie
chłodnym tym samym tonem
manekiny mają włosy skończone
a twarze szczupłe
zapatrzone w siebie
spod przymkniętych powiek
manekiny
pogardzają tłumem
nie drżą
w istnieniu doskonałe
nieruchome
rozpościerają palce chwil
nad mijającą barwą jedwabiu
z twarzą przyklejoną do szyby
pod suknią
pod szeleszczącą suknią
jestem wspaniałym elastycznym manekinem
Pytanie w pustkę
co powiesz nam
porzuconym żonom
żółta Nefretete
w łóżku faraonów
gięłaś się posłuszna
władczym uściskom
a gdy odchodził
krokiem głuchym
kładłaś drobne pięści w usta
gryzłaś
złota
co powiesz nam
bezdomnym
odartym z wszystkich pragnień
ty- z pałacu
ty- z tronu
nad smutną kolebką
martwego dziecka
zadumana pochmurnie
co powiesz nam
wiecznie mijającym
wieczna?


W słońcu południa
dziewanna włosami ze złota
włosami z rudej czerwieni
owinęła szyję
pręży zielone piersi
na smagłym ciele ziemi

dziewanna nie zna wstydu
dziewanna jest trawą
zmarszkami z promieni
rozkwita

dziewanna pod jasnym niebem
gnie seledynowe ciało
wszystkimi włosami
chwali żyzną złotą nagość
*** (my nie wierzymy w piekło)
my nie wierzymy w piekło
w ogień tańczący
same jesteśmy iskrami
w naszych twarzach co noc
przeglądają się zaspane gwiazdy

my z otchłani światów
pachnące siarką i smołą
(perfumy to też alkohol)
tulimy w miękkim uścisku
tych z piekła i tych z nieba

kto nas potępi
jeśli nie same śmiechem szalonym

nie dotykajcie nas ręką
nie wytykajcie palcem
cienie umarłego wieczoru
wśród zaułków
- tańczą latarnie-
nasze bose stopy dzwonią dzwonią

pod księżycem jak srebrny pieniążek
(perfumy to też alkohol)
sobota, 22 lipca 2006
Tańcząca Nina
dlaczego umarła Nina
na strychu wśród mokrych prześcieradeł
okręciła szyję
sznurkiem od bielizny
jeszcze patrzyła przez niewielkie okno
gdy przyszła śmierć
fioletowo- złota
złoto- fioletowa jak samotność
umarła Nina
nie żyje

nietoperz przysiadł na włosach
w puste oczy zagląda- myśli
człowiek- myśli
a to Nina umarła
na sznurku od bielizny zawisła

kiedy biodrem jedwab potrąca
patrzą na nią i ściskają pięści
mężczyzni o chmurnych mięśniach
o twarzach jak negatyw słońca
które światłem rozbłyśnie
zalśni

na wysokich obcasach wspięta
w powietrzu na palcach
idzie i trzyma w rękach
jakiś śpiew jakiś wiatr
na palcach wspięta
tańczy

piersi
każda osobno
głębiej
wycięty trójkąt serca
kręte drogi krwi
odpływa
przypływa
wygina szyję

biodra
rozkołysane senne
biodra
wstające wiecznie
i wiecznie
zasypiajace
w tym samym ruchu
brzuch
opowieść o brzuchu
uniesiona ciemna
głos
głos który wabi
głos który odpycha
głos który mięśnie napręża
opowiada o smagłej powierzchni ciała
o nagłych przegięciach skrętach
zdławiony milionem pocałunków
łkający zwierzęcy głos

usta wypukłe
sukienka wzdęta
ręce zaciśnięte

usta otwarte- ręce
i stopy stopy- właśnie
jak duszny wąski sen

tańczy Nina na sznurku
na zwykłym
nie żyje Nina i czemu
taką piękną ma szyję
takie nogi jak słowa refrenu
je t'aime

Nad Heloizą
pytała dnia- dlaczego
srebrny wstał i uczesał obłoki
zwierzała się sosnom wysokim
na pagórki wbiegała milkła

słońce- krzyczała- słońce
zgaśnij jak moja miłość
nie świeć słońce
oczy rękoma kryła

poprzez suche gałęzie wiatr
pochylony nad nią
dotknął pasma włosów
zadrżała
i ręką odtrąciła wiatr

zgasło słońce

złowiona w sieć księżyca
trzepotała poczwórną skrzelą
drobna płotka
wyciągnięta na piach
Nad Heloizą
Heloiza nie była grzeszna
Heloiza nie miała welonu
Heloiza nie spała w rzece

obnosiła swoją złotą nagość
po zakurzonych ulicach
wielkie sosny- umarłe przed nią
śpiewały: - hosanna hosanna

Heloiza- zielona łodyga
Heloiza- zalążek kwiatu
Heloiza- smagła czereśnia
przyklękła pod ciężarem plonu

hosanna- krzyczeli- hosanna

potem wzięli Heloizę białą
ubrali w biały welon
i w smutnej utopili rzece

Heloizy złote obłe ciało

- hosanna-